Przejdź do głównej zawartości

Epilog

Ostatnio wiele się działo. Tak wiele, że nawet nie miałem czasu, by wszystko na bieżąco spisać. Chcąc jednak zaspokoić Waszą ciekawość, przedstawię krótki zarys wydarzeń. 

Gdy 18 czerwca ponownie spotkałem się z wójtem Wsiewołodem Myszkinem, powróciłem do tematu umarłego domu. Koniecznie chciałem go odwiedzić, ponieważ intuicja podpowiadała mi, że mogę odnaleźć tam ważną wskazówkę do zrozumienia historii Fjary. Początkowo oponował, później jednak przedstawił mi pomysł, który chętnie zaakceptowałem - wejście do opuszczonego domu w większej grupie, zaopatrzonej w krucyfiks i wodę święconą. 

Następnego dnia, podczas niedzielnego spotkania modlitewnego w kaplicy świętej Anastazji, przedstawiłem moją propozycję ostatnim mieszkańcom wysepki, którzy postanowili dochować jej wierności. Większość zgromadzonych odmówiła, obawiając się tajemnej mocy, o której słyszeli wiele legend. Jednak pięć osób zgodziło się mi pomóc. Oprócz Wsiewołoda Myszkina, była to zielarka Dagana oraz trzech mężczyzn w średnim wieku, którzy pomagali mi przy budowie pustelni. Później namówiłem także jednego z synów Asz-Szufiego.

Wyruszyliśmy następnego dnia w południe. Wyprawa w nocy byłaby jeszcze bardziej przerażająca. Być może spodziewasz się, Drogi Czytelniku, mrożącego krew w żyłach opowiadania o egzorcyzmie. Niestety (lub stety) nic takiego nie miało tam miejsca. W opuszczonym domu nic nie straszy, a przynajmniej nic się nam nie ukazało. Nie oznacza to jednak, że wycieczka ta nie było owocna. Odnaleźliśmy bowiem całkiem sporą bibliotekę w piwnicy, a w niej... rękopis bardzo podobny do tego, który znalazłem w Weleji! 

Jeszcze tego samego dnia udałem się do Haniego Asz-Szufiego, prosząc go o ponowne zaproszenie starca Arsakesa na wyspę. Obaj mieliśmy nadzieję, że drugi rękopis pomoże rozwikłać zagadkę pierwszego, a przy tym powie nam coś więcej o przeszłości wyspy. 

W tak zwanym międzyczasie udało się zakończyć pierwsze etap budowy pustelni. Podskórnie jednak czułem, że nie w najbliższym czasie nie spędzę w niej wielu nocy...

Arsakes przybył na Fjarę szybciej niż mógłbym się spodziewać, od razu po otrzymaniu informacji od Asz-Szufiego. Odwiedził mnie w nowej pustelni i bez zbędnej zwłoki zabrał się do lektury. Nie skomentował go jednak ani jednym słowem. Podał mi adres zawiji w Muratyce i wyszedł. Próbowałem go zatrzymać, ale bezskutecznie. Okazało się, że opuścił wyspę nie odwiedzając nawet Asz-Szufich, przyjaciół od kilkudziesięciu lat.

Długo zastanawiałem się, co powinienem zrobić. Opuścić Fjarę i wybrać się w kolejną podróż? Nie to planowałem. Muratyka? Dlaczego akurat Muratyka? 

Przez kilka dni wędrowałem bez celu po wyspie. Modliłem się w kaplicy świętej Anastazji oraz w ruinach kościoła świętego Wita w Weleji. Właśnie w farze dawnej stolicy wyspy niespodziewanie straciłem przytomność i we śnie otrzymałem przekaz od Opatrzności. Śniłem o starcu w długiej szacie, trzymającym na rękach strusia. W pewnym momencie zwierzę uniosło się w powietrzu i zasiadło na zawieszonym wyjątkowo nisko księżycu. Ptak zniósł trzy jaja. Jedno spadło na grzbiet przelatującego poniżej sokoła, drugie wpadło do morza, a trzecie do cieczy przypominającej wosk, w której zanurzyło się do połowy. Właśnie z trzeciego jaja wykluło się pisklę. Zrozumiałem znak. Czas ponownie zamienić vita contemplativa na vita activa.

Zaraz po odzyskaniu przytomności udałem się do zielarki Dagany, prosząc ją o opiekę nad kaplicą oraz pustelnią do czasu mojego powrotu. Pokrótce przedstawiłem jej sytuację, prosząc jednocześnie, by wszystkich w moim imieniu przeprosiła. Nie miałem czasu na pożegnania z innymi, natychmiast poprosiłem miejscowego rybaka o przetransportowanie mnie do Fjary, skąd wynająłem jacht do Muratyki. 

Ale gdzie szukać zawiji, o której mówił Arsakes? Cóż, najpierw udałem się do Zwierzogrodu, by tam zasięgnąć języka.

Komentarze