Przejdź do głównej zawartości

Pierwsza jutrznia od lat

Od wójta Myszkina dowiedziałem się, że jeszcze kilkanaście lat temu regularnie odbywały się nabożeństwa w kaplicy świętej Anastazji, która znajduje się na niewielkim przybrzeżnym pagórku, z którego widać Aharę. Z czasem jednak, wraz ze zmniejszaniem się liczby ludności, ksiądz z Ahary zaprzestał odwiedzania najmniejszej wyspy valhallskiej. Później jeszcze przez kilka lat mieszkańcy sami spotykali się okazjonalnie na modlitwach, a następnie zaprzestano i tego. Tylko najbardziej pobożni mieszkańcy wybierają się od czasu do czasu do kościoła na sąsiedniej wyspie, większość ogranicza się do modlitw w zaciszu własnych domów

W niedzielę postanowiłem wyruszyć się na rowerze do tejże kaplicy. Jest to niewielki murowany budynek na planie kwadratu. W centralnym miejscu znajduje się ikona świętej Anastazji, przy której dawniej palono świeczki. Przed nią znajduje się kilka ławek; na oko w świątyni może jednorazowo zmieścić się 70-80 osób. Niedaleko znajduje się mały cmentarzyk, na który również nie omieszkałem się wybrać. Większość grobów jest już mocno zaniedbana, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że ich krewni dawno już opuścili wymierającą wyspę. Niektóre miejsca spoczynku są wysprzątane, stoją na nich znicze i świeże kwiaty, jednak jeden pomnik wyróżnia się najmocniej. "Magomed Jandarbijew. 1898-1971". Zastanowiło mnie, dlaczego tak wielu ludzi pamięta o człowieku zmarłym przed pół wieku. Cóż, kolejna zagadka do wyjaśnienia. Może to normalne w nowym otoczeniu, a może wybrałem sobie nadzwyczajnie dziwne miejsce na pustelnię.

Na cmentarzu spotkałem starszą kobietę, która przyniosła kwiaty na groby jej bliskich. Opowiedziałem jej o budowie pustelni i moich planach. Z początku sądziła, że jestem księdzem, który "przywróci chrześcijaństwo" na Fjarę, niestety musiałem wyjaśnić, że jestem tylko skromnym bratem zakonnym bez święceń kapłańskich. Po dłuższej rozmowie o potrzebach tutejszych wiernych stwierdziliśmy, że możemy zorganizować wspólne modlitwy. 

Przez następny tydzień w każdej wolnej chwili odwiedzałem mieszkańców wyspy, by zaprosić ich na pierwszą od lat niedzielną jutrznię, stanowiącą choć namiastkę cotygodniowego nabożeństwa. Okazało się, że wszyscy przyjęli moje zaproszenie i dzisiaj wszyscy mieszkańcy Fjary (z wyjątkiem muzułmańskiej rodziny) spotkali się o szóstej rano na wspólną modlitwę. Zaraz po niej udaliśmy się wszyscy na śniadanie do pani Bułgakowej, która jeszcze 20 lat temu prowadziła jedyną gospodę na wyspie. Na nasze spotkanie przybyli również Asz-Szufowie. 

Nasza pogawędka była nie tylko miła, ale i owocna. Postanowiliśmy, że przynajmniej raz w tygodniu oraz w święta będziemy spotykali się wszyscy na wspólną modlitwę. W pierwszej niedziele miesiąca postanowiliśmy urządzać spotkania, podczas których radzić będziemy o sprawach naszej wspólnoty. Zgodnie podjęliśmy decyzję, że Wsiewołod Myszkin ponownie zostanie naszym wójtem. 

Cieszę się, że udało mi się, z Boża pomocą, doprowadzić do reintegracji lokalnej społeczności. Liczę, że z czasem będzie się rozwijać. Tymczasem ja muszę powrócić do trapiących mnie zagadek...

Komentarze