Przejdź do głównej zawartości

Rękopis z Weleji

 W ostatnich dniach nie miałem zbyt wiele czasu, by opisać swoje dalsze przygody na Fjarze. Wybrałem ostatecznie miejsce na budowę pustelni. Co oczywiste, nie jestem w stanie wznieść jej samodzielnie, dlatego też musiałem wynająć kilku mieszkańców wyspy do pomocy. Budowa pochłonie zapewne czwartą część przywiezionych przeze mnie pieniędzy. 

Moja pustelnia będzie niewielkim budynkiem, składającym się z kaplicy, niewielkiego gabinetu oraz sypialni.W przyszłości chciałbym zbudować osobny budynek z kilkoma pokojami do wynajęcia, w którym mogliby przebywać pielgrzymi i turyści. Po dłuższych poszukiwaniach idealnego miejsca, postanowiłem zbudować swoją siedzibę trzy kilometry od Weleji, ruin historycznego miasta. 

Od trzech dni, codziennie wieczorem wybieram się pieszo do miasta (sąsiedzi obiecali sprowadzić dla mnie wkrótce rower z Ahary, żeby ułatwić mi podróże po Fjarze), chcąc sporządzić podstawowy opis ruin, który pozwoli mi naświetlić historię miasta. W przyszłości przedstawie wyniki swoich badań, dziś chciałbym jedynie opowiedzieć o najbardziej tajemniczym z moich dotychczasowych odkryć - rękopisie z Weleji. 

Najbardziej interesującym mnie miejscem w starym mieście są ruiny kościoła. Na wyspie, co jasne, nie ma już nikogo, kto pamiętałby okres funkcjonowania kościoła, dlatego ciężko jest ustalić choćby podstawowe informacje na jego temat. Jedni z sąsiadów twierdzą, że patronem kościoła był święty Wit, inni stawiają zaś na Mikołaja. Być może uda mi się to kiedyś ustalić, jeśli nie poprzez badanie ruin, to przez poszukiwania w archiwach bialeńskich lub rotryjskich. 

W każdym bądź razie, z kościoła skradziono już wszelkie kosztowności, figury, ozdoby, etc. Jednak gdy próbowałem dostać się do dawnej zakrystii, i w tym celu starałem się odgruzować wejście i odrzucić na bok porozrzucane cegły, pod jedną z nich znalazłem podniszczoną, wilgotną księgę. W pierwszej chwili pomyślałem, że to ewangeliarz, księga liturgiczna, tudzież modlitewnik. Ale raczej nie, pod otwarciu okazało się, iż jest ona manuskryptem zapisanym alfabetem arabskim (aharskim?). Oczywiście niczego nie zrozumiałem...

Rękopis zabrałem ze sobą i postanowiłem, że w najbliższy dzień wolny od prac budowlanych, wybiorę się do seniora ostatniej aharskiej rodziny na Fjarze, Haniego Asz-Szufiego, by spróbował odczytać manuskrypt i przełożyć mi jego treść. Kolejnym krokiem będzie wysłanie księgi na badania, by ustalić datę jej powstania. 

Przez całą noc nie mogłem spać, zastanawiając się, cóż takiego przypadkowo odnalazłem. Może kiedyś istniał tu aharskojęzyczny obrządek chrześcijaństwa? Może to przechowany przez księży zabytek z okresu Sułtanatu Aharskiego? A może to jedynie głupi żart jakichś turystów? Mam nadzieję wkrótce się tego dowiedzieć... 

Pustelnik Efrem, 17.05.22.

Komentarze